Ja – Emigrantka

To już rok w Anglii. Minął rok jak tak sobie  żyję na obczyźnie z rozdartym serduchem. Minął niewiarygodnie szybko i mimo wszystko pięknie. Zaszło wiele istotnych zmian. Przylatując tu nie miałam pojęcia co mnie i moją rodzinę czeka. Rok temu wszystko było obce. Było, bo już nie jest.

Pamiętacie jak pisałam o pożegnaniu na lotnisku? O tym jak było mi ciężko opuszczać Polskę nie mówiąc już o tym jak trudno było podjąć decyzję w ogóle o emigracji ? Byłam taka wystraszona gdy z 20 miesięczną Michalinką, będąc w 26 tygodniu ciąży wsiadałam do samolotu. Anglia przywitała nas piękną pogodą i od tamtej pory chłonęliśmy nową rzeczywistośc. Każdy wszedł w swoje obowiązki. Mąż pracował, ja zajmowałam się domem i Misią, oczekując na sierpniowy poród.

Minął rok a ja nie czuję się już całkiem obco. Mam tu kawałek swojego świata. Poznaliśmy kilku znajomych z którymi się spotykamy. Mamy Polski Dom i polską parafię. Znamy kilku sąsiadów. Obok naszego bloku jest mała farma, której właścicielem jest nasz sąsiad. Chodzę tam  z dziećmi oglądać dwa konie i karmić króliki, które Misia nazwała Richard i Rebecca (kto zgadnie z jakiej bajki :) ?). Sąsiad hoduje też kury i co niedzielę dostarcza nam jajka po dobrej cenie. Brzmi jakbyśmy mieszkali na jakiejś wsi ale do centrum też mamy blisko. Apropo angielskiej wsi, jest przpiękna. Bardzo lubię przejeżdzać przez różne wioski bo odnoszę wrażenie że dawno temu czas się tam zatrzymał. W ogóle, nie mogę się doczekać ładnej poogody (a ta się zdarza!) bo zaczniemy znowu jeździć nad morze w weekendy.

Z angielskim też jest już lepiej. Co prawda podstawy miałam niezłe z Polski bo słownictwo i gramatykę mam na dość dobrym poziomie, ale język żywy to jednak inna bajka. Nadal wielu rzeczy nie rozumiem. Ba, bywa że nie rozumiem prawie nic co ktoś do mnie powiedział. Tym się jednak bardzo nie przejmuję, bo to temat do ogarnięcia. Póki co większośc czasu mówię po polsku..do dzieci.

Czy poleciłabym komukolwiek wyjazd do Anglii? Nie, ale też bym nie odradzała. Takie decyzje są trudne i bardzo indywidualne. To zależy od człowieka, czy jest na tyle otwarty by choć odrobinę chciał otworzyć się na nową kulturę, inny świat. Emigracja z całą rodziną niesie za sobą jeszcze inne dylematy. Nie jest łatwo, ale nam na przykład w Polsce też nie było. Z perspektywy roku oboje z mężem twierdzimy, że podjęliśmy dobrą decyzję. Czy chcemy wrócić? No pewnie, zawsze będziemy tęsknić za Polską, ale w tej chwili skupiamy się na życiu tutaj. Życie pokaże. Czego najbardziej brakuje mi w UK? – Rodziny, gorącego lata, dobrego chleba, polskiej czystości i polskiej służby zdrowia (!!!), Co zyskałam będąc tutaj?  - spokój, że w końcu nie braknie nam od pierwszego do pierwszego, uprzejmośc wielu ludzi, nowych znajomych i perspektywy.

Jak to w życiu, bywają gorsze i lepsze dni. Tam dom nasz gdzie serce nasze i to jest prawda największa. Zawsze w życiu za czymś tęsknimy bo nie można mieć w życiu wszystkiego na raz.

6 Komentarze

  1. Dobrego chleba – o tak! Jeszcze jak bardzo!
    Polskiej czystości – możesz zdefiniować?
    Polskiej służby zdrowia – :) coś słyszałem o Angielskiej, ale nie chciało mi się wierzyć… Mi przenigdy nie będzie brakowało polskiej służby zdrowia. Wręcz przeciwnie, niech niektórych jej reprezentantów piekło pochłonie!

    Spokój i perspektywy – zgadza się!!! Z tego korzystajcie! ;)
    „Tam dom Twój, gdzie serce Twoje” – święta prawda.

    Pozdrawiam.

    • Brakuje mi polskiej czystości a mianowicie czystych kawiarni i porządku na ulicach i na posesjach u wielu ludzi. Ludzie w Polsce są bardziej schludni. Za każdym razem drażni mnie gdy pielęgniarka szczepi mojego synka i nie dezynfekuje mu rączki przed wkłuciem. O Włochach mówi się obraźliwie że to brudasy, ale ja mam nieco inne zdanie. To nie Włosi…. Jeśli chodzi o brytyjski system ochrony zdrowia to temat na kolejny wpis. :)

      • Zaskoczyłaś mnie pozytywną oceną czystości polskich ulic. Ja przed kilkoma laty miałem dokładnie odwrotne wrażenie. Będąc z wizytą w Polsce, doznałem porażenia. I jeszcze jakie chamstwo. Nie dość, że śmieci walały się po ulicach, to jeszcze na parkingu obok mnie stanął młody człowiek i z bezczelną miną wyrzucił ogryzek po jabłku przez okno przed mój samochód. Powstrzymałem się i nie wyszedłem, i nie wrzuciłem mu tego ogryzka z powrotem do samochodu, bo byłem z dzieckiem, ale ciśnienie mi podniósł. Patrząc jednak na ilość tych śmieci, doszedłem do wniosku, że przecież nie on jeden…

        Dezynfekcja przed wkłuciem? W Szwecji też tego nie ma. Kiedyś było, ale odeszło się od tego. Nie wiem dlaczego. Dobre pytanie :) będę musiał je zadać przy najbliższej okazji ;)

        Chętnie poczytam kolejny wpis.
        Pozdrawiam.

  2. Już rok,pamiętam. Podziwiam Was, Ciebie za odwagę.ja bym się nie ruszyła. Za bardzo kocham Polskę. Zatesknilabym się…. Ale też Wasze wybory rozumiem. Dbaj by dzieci znały język polski. Niestety spora część dzieci mieszkających zagranicą nie zna dobrze ojczystego języka. ..mam takie przypadki w rodzinie. Gdzie dzieci nie chcą mówić po polsku.

    • Zupełnie nie mogę tego zrozumieć dlaczego wielu Polakom nie zależy na poprawnej polszczyźnie u swoich dzieci. Zamierzam posyłać dzieci w przyszłości do polskiej szkoły żeby łyknęły też trochę historii, geografii polskiej. Powiem Ci że u dzieci angielski bardzo szybko wchodzi i niestety jako łatwiejszy język często dominuje . W tym już rola nas rodziców, by nad tym czuwać. Moja Misia chodzi do żłobka na 15h tygodniowo i co rusz przynosi jakieś nowe słówka angielskie. Poza tym o wiele rzeczy pyta jak się mówi po angielsku. Nie sądziłam, że będzie tym aż tak zainteresowana

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.